piątek, 10 stycznia 2020

nieregularnik #11

Witajcie kluski i pierogi! A także wszyscy pozostali fantastyczni ludzie, którzy nie czują się kluskami ani pierogami... i tak was lubimy. ;)
Czas na kolejny odcinek tygodnika. Nie robiłam za wiele, ale co tam. Zimą najchętniej jestem naleśnikiem owiniętym ciepłym kocykiem. ;)
W tym odcinku niestety nie będzie spotkania z Panną Anną. Nawaliłam. Źle się poczułam i odwołałam. Wybaczcie mi o wszyscy wielbiciele Panny Anny. ;)
--
Sobota
Chyba muszę pisać odcinki codziennie, bo potem mam pomroczność jasną i nie pamiętam co robiłam :D
Na pewno poszłam do sklepu i widziałam takie małe autko osobowe ;)
W sam raz do miasta na małe zakupy ;) A jak są wyprzedaże, to podpinasz przyczepkę i spokojnie zapakujesz wszystkie zakupy xD
Ten tydzień mam cały jakiś bardzo zamulony, więc przypuszczalnie resztę soboty oglądałam filmiki na jutubie, grałam w gry i spałam...
Niedziela
Yup. Grałam, oglądałam, spałam, jadłam... takie tam ;)
Przeglądałam też internet w poszukiwaniu pomocnych druków do nauki gry na ukulele... jedna z miniaturek zamiast akordów czy tam chwytów pokazywała schemat... porodu naturalnego... a pod obrazkiem jak byk Ukulele Chord Diagram... Raz zobaczone nie da się odzobaczyć. Ocenzurowałam, bo nie chcę być jeszcze posądzona o edukację seksualną. ;)
Poniedziałek
Postanowiłam sobie sprawdzić (tak mnie tknęło złym uczuciem na podstawie ostatnich wydarzeń - czyli wciąż nie wiadomo czy studiuję na tej uczelni) czy aby na pewno uczelnia z Łodzi mnie ubezpieczyła - no, bo co w końcu kurczę blade, wypełniłam druczek i mówili, że tak - a tutaj siurpryza... bęc i łup! nie ubezpieczyli.
Toteż musiałam przełknąć tą gorzką pigułę i złożyć wniosek o rejestrację w PUPie... Nie za bardzo lubię PUPy (zwłaszcza wtedy kiedy kazali mi latać po mieście i zbierać pieczątki od firm zapewniających szanowny urząd, że z całą pewnością nie chcą mnie zatrudnić...), ale mają zaletę - płacą ubezpieczenie. A czasem nawet może jakiś staż się znajdzie.
A potem dokonałam zakupu instrumentu muzycznego ze strunami. Luzik, nie lutnęło mnie aż tak i nie kupiłam sobie lutni. ;)
Kupiłam ukulele. I już wam wyjaśnię co mnie rąbnęło z tym ukulele. Jak byłam nastolatką, to na czasie było granie na gitarze. Ja też chciałam się nauczyć i mój starszy brat również. Mieliśmy taką starą gitarę po mamie i jej rodzeństwu i brat zaczął (młodsze siostry mają pecha, jak starsi bracia coś wezmą to dorwiesz się może raz w tygodniu albo dopiero jak im się znudzi). Szybko się okazało, że gitara jest już stara (a co gorsza nie była chyba właściwie przechowywana, swoje przeszła) i nie stroi jak należy, nawet mimo zmiany strun na nowe. Rodzice podjęli więc decyzję o zakupie nowej. Dla brata. Teoretycznie też mogłam się uczyć na niej grać. Ale drobny problem był w tym, że ta nowa miała szerszy gryf. Ręce mojego brata radziły sobie z nim bez większych problemów, ale moje drobne rączki niet. Toteż w obliczu grania na niestrojącej gitarze... porzuciłam chęć nauki na niemal 20 lat. Kiedy ostatnio usłyszałam na jutjubku piosenkę o klusce tak mnie tknęło myślą nagłą i błyskotliwą, że hej! ukulele jest malutkie, więc bez trudu obejmę gryf, a do tego ma mniej strun o dwie ;) No wiadomo, nie jestem naiwna i wiem, że raczej nie będzie ze mnie wirtuoza.
I szybko raczej też się nie nauczę...
Więc na początku będę szarpać sobie radośnie struny...
Ale hej! Mam prawo do swojego tempa. Więc będę radosnym kakofoniksem, a w przyszłości być może nawet dam radę zagrać "groszaaa daaaaj wiedźmiiinooowiii" ;)
Wtorek
Wsiadłam w autobus i pojechałam do miasta. A tam choinka dalej bez czubka.
Zerknęłam też przez okno jak się ma remont budynku miejskiego ratusza. Remont ma się dobrze. Tak dobrze, że nie wiem kiedy mu się zachce zakończyć. ;)
Żarcik, podobno niedługo.
Było już po godzinach otwarcia straganu z owocami i warzywami, więc możemy zobaczyć jego anatomię, czyli jak taki stragan bez owoców i warzyw wygląda. Proszę bardzo. Już nie musicie się zastanawiać. ;)
A biedronka przez szybkę wygląda taaak ;)
Kocham ich za wprowadzenie kas samoobsługowych. To naprawdę oszczędność czasu.
A w drodze do domu przechodziłam przez taki malutki placyk, na którym dla ozdoby stoi sobie kulka do golfa, chociaż w pobliżu żadnego pola do golfa lub minigolfa niet. I pewnie już o tym wspominałam, ale mam sklerozę. ;)
Środa
Śmietnik. Miejsce idealne nie tylko na opakowania po papierosach ale i na same papierosy - także te elektroniczne. Słyszeliście o nastolatce, która uszkodziła sobie takim elektronicznym płuca? No. A poza tym papierochy śmierdzą. Powodują też raka, miażdżycę i inne cholerstwa. Cała ta gadka tylko po to, żeby jakoś sensownie wyjaśnić dlaczego zrobiłam zdjęcie śmietnika. Chociaż nie wiem czemu je zrobiłam. Jakoś tak mnie naszło.
Dotarliśmy z tatkiem do przychodni, a tu bęc. Pani doktor się rozchorowała. Psioczyłam na nich z pół godziny, że nie powiadomili pacjentów, a się okazało, że to tylko nas nie powiadomili. Bo mieli numer źle zapisany. Badumts.
Kto robi zdjęcia kiedy niewolno? No oczywiście, że ja. Hihi. Ej. Ale tak poza tym, to przecież robienie zdjęć aparatem w telefonie, to przecież używanie aparatu w telefonie, a nie samego telefonu prawda? Prawda?
A to nowoczesna rzeźba przedstawiająca kikut drzewa... e, to tylko wieszak na ubrania. ;)
A potem nic nowego. Granie, spanie, zamulanie.
Czwartek
Kiedy już wiedziałam, że będę wam pisać o ukulele, to szukałam obrazków. I trafiłam na Stitcha. I dotarło do mnie, że ja właściwie nigdy nie obejrzałam Lilo & Stitch. No to obejrzałam.
A pod koniec prawie się ze wzruszenia popłakałam. Wzruszu, wzruszu. Dobra baja.
Można się pośmiać z tego jak Stitch robi różne głupstwa, jak jednooki kosmita z innym, którzy mieli go złapać z odległości obserwują co robi "no i rąbnął rowerek", a także jakie numery robi mała Lilo, tudzież jak uczy Stitcha być przykładnym obywatelem "Elvis Presley był przykładnym obywatelem". Można też popłakać bo Lilo ma już na świecie tylko siostrę a inne dzieci jej nie lubią i w dodatku kurator chce ją zabrać od siostry. Stitch to właściwie też okazuje się, że jest samotnym kosmitą... I jest porządne szczęśliwe zakończenie - czyli wszyscy będą szczęśliwi. Wiemy też dlaczego Ziemia nie jest atakowana przez kosmitów - bo jeden łysy agent wmówił im, że komar to gatunek zagrożony wyginięciem. ;)
Potem miało być spotkanie z Panną Anną, ale nie było. Bo żem się źle poczuła.
Piątek
Piątek. Tygodnia koniec i początek. A my idziemy na obchód osiedla. Co też uda nam się w oko aparatu w telefonie złowić. Na przykład miejsce parkingowe. ;)
Reklamę zakładu krawieckiego. Nie wiem co ma rower do krawiectwa... ale reklama zwraca uwagę czyli chyba skuteczna.
Przed powrotem jeszcze prasówka. Pani Bożena czeka na reżysera, a on drań jeden nie dzwoni. No! Panie reżyserze! Niechże Pan zadzwoni skoro Pani Bożena czeka.
Po kilku dniach wreszcie jestem ubezpieczona. Uf. Co PUPa to PUPa. I nawet nie kazali mi przychodzić już zaraz natentychmiast, a dopiero w lutym. Szanuję.
Moje ukulele też wreszcie dotarło. Travel. Znaczy się podróżne. Lubi podróże. Będzie je trzeba kiedyś zabrać na wycieczkę.
Tak wygląda "główka".
A kolor ktoś w internecie określił jako "Tardis Blue" i faktycznie przypomina kolor budki policyjnej/statku kosmicznego Doctora Who.
Cieszę się jak ten mały Stitch. I trochę już umiem przykakofoniksować "Sto Lat!" (bo na jutjub jest wersja dla początkujących na trzy chwyty) ;) ale minie kilka miesięcy pewnie zanim będę umiała to porządnie zagrać. Haha.
I tym akcentem kończymy wpis w tym tygodniu. Do zobaczenia w następnym odcinku!
A w nagrodę za wytrwałość Order Stitcha Szarpidruta ;)
Howgh! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze :))