[nielalkowy] Ach co to był za Ślub...

Ale zacznijmy opowieść od początku. Wyruszyliśmy w komplecie (Mama, Tata i Ja^^) z dworca PKS, w zeszły czwartek o 17.30 "ekspresem nieoczywistym" (czyli takim co to niby ekspres, ale i tak w każdej pipidówie staje^^). Przejechaliśmy przez Opole, Katowice, Gliwice, Kraków, Radom i inne takie. By o 6.30 rano w piątek wreszcie wysiąść w Lublinie. Skoro już przy spisie miast jesteśmy, to chciałam powiedzieć, że w Katowicach na dworcu mają fajną toaletę z kosmiczną suszarką do rąk. A w Zabrzu lub Gliwicach (no nie pamiętam kruca bela ale było to przed Katowicami^^) to się w ogóle do toalety nie dostałam, bo było ciemno, na pieniążek i z przejściem obrotowym jak do więzienia) Więcej grzechów nie pamiętam. ;) U przyszłych małżonków trochę pospalim, pojedlim, popilim, kota pomizialim (jednego bo drugi wredny) i pojechalim do hotelu. Z hotelu udaliśmy się do centrum na szamanko i umówione z moją znajomą dobrą spotkanie. Zjedliśmy pierogi w takiej fajnej i klimatycznej knajpce:
Szkoda tylko, że za trzy porcje i trzy herbaty skasowali nas na 7 dyszek...
Załapałam się na trochę festiwalu sztukmistrzów i pooglądałam ludzi chodzących po linie. Jeden przy nas sobie rękę uszkodził spadając. Robił dobrą minę do złej gry, ale widać było że cierpiał.
A potem wróciliśmy do hotelu, po drodze natknąwszy się na lubelski system antykradzieżowy. ;)
O ślubie i weselu wam opowiadać nie będę, bo rodzina czyta. ;)
W każdym razie mnie piorun w kościele nie trzasnął - a mógł bom rasowa wiedźma (mało tego - przyjaciółkę tej samej profesji dla towarzystwa zabrałam^^). Młodzi wypowiedzieli co mieli, sprawiając, że ich małżeństwo zostało zawarte (co do konsumpcji to nie wiem, ale na weselu coś tam jedli, więc można to chyba za konsumpcję uznać nie?^^). Panna młoda wyglądała ładnie, pan młody elegancko... samochód też był ustrojony. I pajechali na wesele. Tam bawiliśmy się do rana. Piliśmy, jedliśmy i poszliśmy spać. A w niedzielę obiad rodzinny. Tamże wypatrzyłam coś, co musiałam uwiecznić jako lalkomaniaczka:
Po obiedzie pożegnaliśmy się z Karczmą Tadami, w której to wesele i obiad się odbyły:
Całkiem sympatyczniaste miejsce. Pomijając drobne kiksy w postaci mylących zamówienia kelnerek (zamówiłam żur na zakwasie a dostałam borowikowy, którym obdzieliłam kogo innego, bo grzybów nie trawię - a potem wszyscy poza mną dostali herbatę... musiałam się upomnieć).
W poniedziałek wybraliśmy się z młodymi i ich rodzicami (przy okazji też i moimi jednostronnie^^) do Kazimierza Dolnego nad Wisłą. Mekki artystów. Miejscu owianym legendami itepe. No i... nie zachwycił mnie. Coś ze mną nie tak? Eh. No nie zachwycił mnie. Niemniej jednak parę widoczków uchwyciłam:
Wielki Brat patrzy ;)
Kazimierska gościnność ;)
Bardzo czytelne znaki drogowe ;)
Oni zbierają na wesele, a my na spłatę kredytu po weselu ;)
Czy po zakończeniu remontu też będą dostępne? ;)
I to tyle. Ale jest w Kazimierzu jedna fajna knajpka, gdzie podobno najsłynniejsze są naleśniki, a mnie tam smakował makaron z pesto. Nie znam adresu, więc wam nie podam. xD
We wtorek rano ruszyliśmy do domu "pierwszą klasą nieoczywistą"... Niby pierwsza klasa, ale łokienko się panocku łotwozyć nie dało i było trochu duszno, kibel jak kibel (tyle tylko, że nie śmierdział) i ogółem jazda się dłużyła. We Wrocławiu przesiadka na PKS i dotarliśmy koło 20 do domu. Od tamtej pory odespać nie mogę. Chodzę jak śnięta. Dlatego też relację dodaję dopiero dziś.
No. To by było na tyle z moich wojaży. Teraz trzeba spiąć poślady i skończyć magisterkę...
I zająć się lalkami^^
Miłego weekendu!
I.

Komentarze

  1. Chyba jednak nie takie złe są moje okolice :) jak będziesz miała kiedyś więcej czasu to zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, fajnia knajpa. Rozwalił mnie bardzo czytelny znak XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo, a ja właśnie w Lublinie mieszkam i do Kazimierza tez często jeżdżę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ale fajny wypad,pominąwszy jazdę pociągiem :P

    OdpowiedzUsuń
  5. ANGEL:Super !Świetnie się bawiłaś.Chyba pojadę tam posmakować naleśniki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hyhyhy, w sumie, to fajna taka podróż i zwiedzanie (pomijając pociągi :D)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja właśnie czytam twój post, a mój Małżon pakuje samochód, który dowiezie nas na wesele. Mam nadzieję, że się w kościele nie spalę i będę miała, tak jak ty, co wspominać. Aparatu nie biorę, więc dokumentacji nie będzie.
    "Czytelny znak drogowy"- mnie ubawił do łez!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze :))