niedziela, 8 września 2019

Znowu-ponad-tygodnik

Bo zeszły tydzień zaczął się i skończył nerwowo toteż nie było chęci na bloga, a potem z kolei to ja się pochorowałam i nie miałam siły.
Nie wszystkie dni zostały obfotografowane.
W poniedziałek wyszłam po szybkie zakupy a dorwało mnie deszczycho.
Intensywne. Więc wróciłam do domu i wybrałam się jak już przestało padać. ;)
We wtorek poszlim z tatą do lekarza. Ów debil jeden nie zauważył krytycznego niedokrwienia... dobrze, że tatko wieczorem poszedł prywatnie do innej lekarki, która dała mu skierowanie do szpitala. Czy lekarza debila można gdzieś zgłosić?
Dwa dni później poszlim z tatą do lekarza po recepty na zapas w obliczu rychłego pobytu w szpitalu.
W piątek z rana pojechałam do Wrocka
Miałam do załatwienia dwie ważne sprawy
Pierwsza to spytanie w Wojskowym Szpitalu jakie są terminy przyjęć
A druga to złożenie papierów na uczelnię. Potem miałam miło spędzić resztę dnia...
Ale wyszło tak, że po tych dwóch sprawach szybko wracałam do domu bo...
Lekarz jak zobaczył dokumentację i zdjęcia, to kazał tacie nazajutrz szybko przyjechać na SOR i być gotowym do operacji...
Stąd nie miałam siły nawet się cieszyć z tego, że zostałam oficjalnie studentką 1 roku studiów magisterskich dziennikarstwa ze specjalnością zarządzanie wizerunkiem i e-PR...
Nazajutrz tata wylądował w szpitalu i na stole operacyjnym a ja świrowałam w domu 100km dalej... gigantyczne podziękowania dla Panny Anny i Gałagutka, które osobno dotrzymywały mi towarzystwa online... Eryczek też dotrzymywał.
W poniedziałek zachciało mi się czegoś na ciepło, więc ugotowałam parówki... a dla oszczędności czasu, wody i gazu gotowałam je z jajkami na twardo. Nie przeszły smakami, więc metoda sprytna i ekologiczna. Haha.
Wieczorem wróciła mama bo myśleliśmy, że tatę potrzymają jeszcze kilka dni. A kotu się zebrało na mizianie.
I bomba rypła następnego dnia z rana. Tatę wypisują. 3 dni po operacji... Więc na wariata znowu do Wrocka...
I największe podziękowania idą w stronę mojego wujka za pomoc, a potem kolejne do pewnej pani na dworcu w JG która zauważyła, że tata ma problem z chodzeniem i poprosiła konduktora żeby sprawdził czy nam pomocy nie trzeba. Pan konduktor młody facet również super. Poszedł po pana z ochrony dworca, bo windy na tym peronie nie było ale była platforma dla wózków... niestety nie działała ale pomogli tacie zejść po schodach. Potem pan z ochrony załatwił, że taksówka podjechała pod windę, która była na szczęście na wyjściu z tunelu pod peronami (i właściwie poza jednym peronem wszystkie pozostałe też mają windy... pechowo trafiliśmy). Normalnie ta taksówka nie mogłaby tam wjechać. Dlatego BARDZO DZIĘKUJEMY.
Pańcio w domu. Kotek szczęśliwy. Nie widać ale szczęśliwy. ;)
Mama w domu = normalny obiad ;)
Uzależniona od filtrów ze Snapchata ja ;)
A w bonusie koteczek u pańcia. Jak go nie było to do mnie przychodziła może raz, dwa razy dziennie. Do taty wędruje po kilkanaście razy. :D
Dziękuję za uwagę i do następnego.
PS Odpowiadając na pytanie Inki - Panna Anna nie jest lalkowa, trzeba ją ulalkowić ;)

3 komentarze:

  1. Jejuu, współczuję i trzymam kciuki za Tatę i Jego zdrowie. Kotek niech Taty pilnuje - koty są dobrymi lekarzami :-) Gratuluję dostania się na studia :-) Brawo! Trzymaj się kochana, dużo zdrówka dla Was wszystkich i samych miłych niespodzianek tylko. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Duużo Zdrowia dla Taty !!! W domu z pewnością szybko wyzdrowieje :):)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :))