Tygodnik Telefoniczny 21

Dobry Wieczór Robaczki! To znowu ten porąbany Tygodnik, w którym wam pokazuję różne nudne zdjęcia robione telefonem i dodaję do nich niekoniecznie normalne opisy. ;) Ale wiecie co jest najlepsze? Że wciąż wracacie po więcej! xD
No to lu!
(Poniedziałek pominęłam, bo dodałam go jako "drugą niedzielę" w Tygodniku 20)
Wtorek
"Back to school" w wersji Imagowskiej. Złożyłam papiery na uczelni i tak właściwie, to mnie przyjmą... jeśli zbierze się odpowiednia liczba osób do uruchomienia kierunku.
Potem poszłam zobaczyć budynek rektoratu, a właściwie to go sfotografować, bo widziałyśmy go z mamą w internecie... I oczywiście nie mogłam go sobie jakoś nie skojarzyć... więc wymyśliłam sobie, że... (tu na chwilę przerwę żeby zwrócić waszą uwagę na obowiązkowe palce w obiektywie^^)
Jest to Cerkiew pod opieką Batiuszki Rektora ;)
W której można się pomodlić o wstawiennictwo w intencji zdanej SESJI ;)
A potem pojechaliśmy z tatą do C. po kran... i pooglądać sobie deski. No co... każdy ma jakiegoś bzika. ;)
Środa
Poczta od Agatki (Gałagutka) I niestety jedyna to dobra wiadomość tego dnia...
Powtórne badanie krwi Filemona nie wykazało spodziewanej poprawy stanu wątroby. To znaczy być może jakaś była, ale wciąż poza skalą pomiaru... Na szczęście kot wygląda jakby czuł się o wiele lepiej, więc mamy nadzieję, że jego wątroba po prostu potrzebuje więcej czasu na regenerację. Kolejne badanie we wrześniu. Jak zje wszystkie tabletki i karmę z dietą wątrobową.
Czwartek
Takie widoki o poranku to czysta naturalna MAGIA :)
Siedziałam sobie na murku aż tu nagle przepłynęła obok mnie łódka ;)
No dobra... przejechała na przyczepce ;)
A to jest przykład na to, że duży samochód nie oznacza dużego rozumu.
SMS od Prezydenta tylko w Jeleniej ;)
Piątek
Różowy Kot Jednorożec Syrenka. No sami rozumiecie, że trzeba było kupić, chociażby tylko wirtualnie. Kiedyś sobie takiego uszyję. xD Pluszowy Różowy Kot Jednorożec Syrenka. Legendarne to będzie.
Takie tam przez okno z autobusu ;)
Ciężarówka sobie jeździła po wodzie ale niestety nie widać. Więc musicie uwierzyć na słowo. ;)
Sobota
A teraz będziecie sobie podziwiać serię zdjęć wschodu słońca autorstwa mojej kochanej mamusi. Robiła je aparatem ale w ramach wyjątku pokazuję je w Tygodniku.
(Opisy do tych zdjęć to też jej pomysł^^)
Jeszcze Słoneczko nie wzeszło
Jeszcze nie...
Już prawie...
Jeeeeest!
Wstaaaaało!
A potem moim oczom ukazało się coś... (i nie był to tramwaj, bo on sobie stoi od dawna i jest w nim kiosk z pocztówkami, znaczkami, pamiątkami, mapami i przewodnikami)
Co zazwyczaj widywałam w programach typu "Moje Wielkie Cygańskie Wesele" ;)
Ślubnie przystrojony Ciągnik Siodłowy
Czyli po "naszymu" Ciężarówka bez naczepy ;)
Miło było się przekonać, że Polakom też nie brak ślubnej fantazji :)
A na targu za 2zł nabyłam Leonarda.
Cuchnął nieco stęchlizną ale miał metkę i wyglądał na nieużywanego ;)
A tutaj mój zachód słońca...
Co jak co ale talentu do zdjęć nieba niestety nie odziedziczyłam. Smuteczek. ;)
Niedziela
To zdjęcie nie potrzebuje opisu (bo ma naklejkę z napisem^^)
Parasoli Las. Swoją drogą ciekawa jestem czemu mówimy Parasol. Parasola bowiem zadaniem jest chronić przed słońcem - Soleil po Frącusku. Przed deszczem chroni nas Parapluie (Pluie to Deszcz po Frącusku). Chociaż przyznać muszę, że Parasolka brzmi lepiej niż Paraplujka. ;)
A wieczorkiem na niesterylnej sali operacyjnej
Pacjent Leonard Molina
Został poddany rytualnemu zabiegowi usunięcia metki ;)
Witaj w rodzinie Leonardzie!
I jeszcze na koniec mała Filemonkowa Dobranocka = mrrrrrrr luuubię mizianie pod bródką ;)
Oj jak dobrze :)
Miziaj jeszcze :)
Bumc!
A teraz przedstawiam wam Patrona słynnego Orderu. Oto Pan Kartofel. Bądźcie dla niego łagodni - to jego pierwszy raz przed publicznością.
Pan Kartofel: Dzień dobry. Bardzo mi miło państwa poznać. Cieszę się, że nasz skromny Order cieszy się taką popularnością. Dziękuję wam wszystkim! Spełniliście moje marzenie bycia kimś więcej niż tylko dodatkiem obiadowym albo paczką frytek. Kocham was!
I to by było na tyle.
Do zobaczenia w następnym odcinku!

Komentarze

  1. :D Pan kartofel aż się zarumienił z przejęcia :P Cóż, prezentacja w blogosferze to niemałe coś! Pan Leonard chyba lekko wystraszony, ale miło, że przyjęłaś biedaka do swojej gromadki, mimo jego zapachowej słabostki. ;-) Ciągnik ślubny oryginalny. :-) Pluszowa i różowa Kotełko-Jednorożco-Syrenka mnie zaintrygowała... :D Cieszę się z Twoich nowych planów naukowych i życzę powodzenia :-) Budynek rektoratu wygląda fenomenalnie. Uwielbiam takie akcenty :-) Pana Kotka ściskam delikatnie i również miziam pod bródką - niestety tylko wirtualnie, choć mam nadzieję, że w moim imieniu zaserwujesz Mu dodatkowa porcję miziania :-) Pozdrowionka :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo jestem wzruszona , że mogłam obejrzeć Pana Kartofla :)
    ... bo Parasolka chroni przed słońcem, a Paraplujka przed deszczem - to oczywiste ! Miziam wirtualnie Filemona i trzymam nieustająco kciuki za jego zdrowie . Ile TAKI Ciągnik Ślubny gości ślubnych uciągnie !!! Świetny pomysł. Życzę odpowiedniej frekwencji na wybranym przez Ciebie kierunku studiów :).

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej, Kobieto! tyle informacji w jednym
    tygodniu - oczywiście zdrówka dla Fila
    a Tobie - tłumu chętnych pod "Cerkwią" -
    rytualne odcinanie pozwoli mi obudzić
    się jutro przed szóstą ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Rewelacyjny, kolejny odcinek! Wierzę na słowo w sprawie ciężarówki, zaintrygował mnie ciągnik siodłowy a sesję wschodzącego słonka uważam za bardzo udaną! Pozdrowienia dla Autorki!
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze :))