wtorek, 29 października 2013

Zupa z Ewarysta, czyli Dupa z Zyni... tfu Zupa z Dyni

Post dedykowany Rudemu Królikowi ;)
Dynia z Ryjem otrzymała imię Ewaryst na cześć dnia, w którym została nabyta.
Pan Ewaryst Hokkaido wypluł swe flaki i oddał ciało sztuce... kulinarnej. ;)
Oto przepis na zupę z dyni na słodko mojego Ś.P. dziadzia Adama. :)
(w wykonaniu taty z moją niewielką przeszkadz... pomocą^^)
Oskórowaną dynię (może być ananasowa, my dziś użyliśmy Hokkaido)
Kroimy na małe kawałki i zalewamy wodą
Gotujemy do miękkości (ok. 15-20 minut)
Test miękkości - bierzemy na łyżkę kawałek i rozgniatamy drugą łyżką, jak się rozsmaruje bez problemu to znaczy, że jest miękka xD
Miksujemy na gładko
Dosypujemy kaszki kukurydzianej (na około kilo dyni daliśmy 6 łyżek i wyszło za dużo, więc dodaliśmy wody, żeby nie wyszedł beton^^)
My mamy taką kaszkę
Gotujemy tyle ile kaszka ma w przepisie (około 10 minut jakoś)
Dodajemy cukier (ze 4 łyżki ale tu każdy musi sprawdzić jaka ilość mu pasuje)
Cukier wanilinowy albo cynamon (tu już trzeba wybrać co się lubi)
 Cukru daliśmy z pół torebki
Mleko (myślę, że z pół litra, ale trzeba na wyczucie)
Proszę bardzo - nie jest beton ;) (troszkę zgęstnieje, ale niewiele)
Zagotowujemy od czasu do czasu mieszając
Doprowadzamy do wrzenia
Et Voila!
Smacznego!
Pestki można sobie oczyścić i wysuszyć. Nic z Pana Ewarysta się nie zmarnuje ;)
xD

BONUS
Ktoś z tego kiosku od zboczonych zwierzątek najwyraźniej widział moje zdjęcia, bo ekspozycja się zmieniła:
xD

Pozdrawiam,
I.

poniedziałek, 28 października 2013

Heli Wina

...czyli Halloween ;)
Mówi się, że ci, którzy świętują Halloween czczą szatana. Otóż Halloween, to pogańskie święto, a poganie nawet w szatana nie wierzą. ;)
Postanowiłam wyciąć ryja w dyni, która stanie się pyszną zupą dyniową (dlatego nie zrobiłam z niej lampionu i cięcia nie są głębokie). Tak powstała "twarzowa dynia": ;)
Z dynią "celebrytką" postanowiły sobie zrobić pamiątkowe zdjęcia... a jakże! Dyniogłówki! xD
Zoe:
Rima (która zapowiada krwawą zemstę za przegapienie jej urodzin^^):
I kurduple:
Betty: Stuk-puk! Jest tam kto? ;)
*
BONUS
dowcip, który będzie pewnie zrozumiały tylko dla znających serial Doctor Who ;)
9ty: Oszalałeś? Mieliśmy ją pomalować na niebiesko!!!
10ty: Od 50lat latamy niebieską TARDIS. Pomyślałem, że przyda jej się trochę innego, bardziej seksownego koloru. ;)
*
Sponsorami dzisiejszego odcinka byli:
Kocyk, który robił za tło
Gałagutek, która jest autorką większości ciuchów
Elianka, która zrobiła sukienki kurdupli
Zyzka, która zrobiła bluzę Rimy
oraz
Kolorowe Kredki w Pudełeczku ^^
 *
Pozdrawiam,
I.

PS Chyba lepiej mi idzie pisanie niż fotografowanie...
PS2 No dobra kurde... wiem, że DZIADY, ale Heli Wina się tak przyjęło, że się zapominam ;)

sobota, 26 października 2013

Spacer z Tytusem

de Zoo oczywiście, bo z jakim by innym ;)
Marchewka, pietruszka, jajka i co tam jeszcze mieliśmy kupić?
Już wiem! Banany!
Gdzie by tu teraz...
Melduję, że znalazłem pióro dla Papcia!
Teraz się chyba pogubiłem...
Wystarczy już tego zwiedzania! Papa!
;)
Pozdrawiamy!
Imago i Tytus ;)

BONUS
Zboczone zwierzątka w kiosku na przystanku autobusowym ;)
 Ach te dinozaury ;)
xD

wtorek, 22 października 2013

Bądź Kosogłosem. Bądź Gołąbkiem Pokoju.

Bądź kimkolwiek zechcesz, bylebyś nie straciła siebie. Bądź sobą. Twórz. Rozwijaj się. Żyj. Kochaj. Tańcz w bieliźnie. Śmiej się. Bez obaw.
Tak moja wyobraźnia stara się przywrócić mnie do życia. Odbudować mój kolorowy świat. Opowiem wam jak do tego doszło...
Pisałam sobie listy:
Kotek wlazł na płotek:
A potem obejrzałam film. Właściwie nie wiem czemu dopiero teraz. A może wiem. Nieważne. Liczy się tylko to, że mnie odmienił. Jak mnie odmienił. Obejrzałam "Igrzyska Śmierci". A potem przeczytałam trylogię.
Mój piękny kolorowy świat:
Rozpadł się na kawałki:
Bo zrozumiałam prawdziwy przekaz tego filmu (i książek na podstawie których powstał). Ludzkość jest autodestrukcyjna. Na świecie nigdy nie było, nie ma i nie będzie pokoju. Nie będzie dopóki nie pozwolimy sobie ewoluować i zrozumieć, że wojny, ataki, zamachy i w ogóle konflikty zbrojne nie są rozwiązaniem dobrym. Wojna rodzi wojnę. Akcja wywoła reakcję. Katniss na samym końcu trylogii to zrozumiała. Kosogłos (fikcyjny ptak-mutant) jest dla mnie symbolem tego właśnie zrozumienia.
Przestały mnie śmieszyć infantylne wypowiedzi uczestniczek konkursu Miss, które wszystkie bez wyjątku pragną pokoju na świecie. Bo ja naprawdę pragnę Pokoju Na Świecie. Prawdziwego.
Wierzę, że mamy szansę. Wierzę w ludzkość.
Oczywiście nie mam złudzeń co do tego, że stanie się to za mojego życia. W tym stuleciu. Czy nawet tysiącleciu. Nie będę też zapewne siłą sprawczą zmian. Ale jeśli wywołam choćby maleńką iskierkę, która wznieci płomyki, to już będzie coś. Będzie to sukcesem całego mojego życia.
I smuci mnie kiedy oglądam wpisy na facebooku na których młodzi ludzie żartują sobie ze śmierci tworząc "Death Note" i wpisując do nich prawdziwych ludzi, życząc im prawdziwej śmierci... na niby. Powiedzą, że to tylko dla żartu. Dla rozładowania emocji. Ale dla mnie to jasny sygnał jaka jest prawdziwa natura człowieka. "Ludzie ludziom zgotowali ten los..."
***
Pytacie kiedy lalki - nie wiem. Będą, ale nie wiem kiedy. To nie jest tylko blog lalkowy. Nigdy nie miał taki być. Był przez chwilę, ale już nie jest. Nie chcę się zaszufladkować. Chcę własnej komody.
Tata mówi, że jeśli chcecie zdjęć lalek, to musicie iść do sklepu, kupić lalkę, kupić aparat, nauczyć się robić zdjęcia i zrobić sobie zdjęcia lalek. xD Taki dowcip.
*
Karinfu napisała w komentarzu do poprzedniej notki:
"Mnie akurat takie rzeczy nie są potrzebne (12 lat ;-;)
Starszym (XD bez urazy ^^) osobą może i to jest potrzebne, ale..."
Jeśli nie są ci potrzebne, to nie dlatego, że jesteś młodsza, ale być może dlatego, że znajdujesz się w szczęśliwym 1% ludzi, których psychice nic nie brakuje do szczęścia. Pozostaje mi tylko cieszyć się wraz z tobą i gratulować (szczerze). 99% populacji zachodniej cywilizacji nie ma tyle szczęścia. Im szybciej zaczniemy zmieniać fałszywe kody podświadomości tym lepiej, bo dłużej będziemy cieszyć się szczęśliwym życiem. Tego właśnie poczucia szczęścia pragnę. I wszystkim go życzę.

Pozdrawiam,
I.

poniedziałek, 7 października 2013

[książkowy] W Dżungli z panią Beatą

Znacie to uczucie, kiedy coś sobie planujecie, a potem z różnych powodów wszystko bierze w łeb? Na przykład obiecaliście jakąś notkę konkretną, a potem wam się nie chciało jej zrealizować? Przyznaję się. Wysoki sądzie blogowy jestem winna lenistwa i blogowego zaniedbania. Spalcie mnie na stosie, to zrobię sobie tościki, ogrzeję nóżki i może wyleczę przeziębienie przy okazji. Nie chcecie? No dobra... mam toster, skarpetki i polopirynę, więc obejdzie się bez palenia. Tak czy siak zastanawiało was dlaczego czasem coś nam nie wychodzi mimo, że bardzo chcemy zmiany? Przez pierwsze dni trzymamy się założeń, a potem chwila nieuwagi i wszystko jest jak dawniej? Dieta, depresja, toksyczny związek... cokolwiek. Ciekawą i wydaje się, że słuszną teorię ma na ten temat pisarka i podróżniczka Beata Pawlikowska. Otóż pani Beata twierdzi, że wszystko jest winą źle zapisanych kodów w naszej podświadomości, która pragnąc naszego dobra i bezpieczeństwa psychicznego tak nami czasem kieruje, bo zmiany uważa za zagrożenie. Dlatego właśnie kilka dni wszystko się udaje, a potem "odwracamy na chwilę głowę" i podświadomość znów obejmuje dowodzenie "przywracając system" do poprzedniego stanu. Podświadomość wcale nie musi być naszym wrogiem i można się z nią zaprzyjaźnić. O tym wszystkim pisze pani Beata w najnowszej serii książek "W Dżungli podświadomości". Przeczytałam "W Dżungli...", w kolejce czeka "Księga kodów podświadomości" i "Kurs szczęścia". Pierwsza tłumaczy zasadę działania podświadomości. "Księga kodów..." zawiera dalsze tłumaczenia zasady działania oraz spis kodów prawdziwych i fałszywych, żeby się zorientować jak jest, a jak powinno być. "Kurs szczęścia" natomiast, to książka z ćwiczeniami. W serii pojawią się jeszcze co najmniej dwie kolejne książki. Wszystko napisane w amerykańsko-poradnikowym, lekko czytającym się stylu. Jednym będzie to odpowiadało innym nie. Najlepiej książkę pożyczyć lub przejrzeć w księgarni przed ewentualnym zakupem, żeby nie żałować. Mnie sposób pisania odpowiadał, bo tłumaczył wszystko jak dziecku. A tego było mi trzeba. Pani Beata pisze, że nic samo się nie poprawi, ale jeśli będę się codziennie zmuszać do ćwiczenia (np codziennych kilkuminutowych spacerów z jednoczesnym powtarzaniem "kocham cię" do samej siebie lub powtarzanie "kocham cię" do swojego odbicia w każdym lustrze), to w końcu podświadomość da się przekonać do nowego zapisu, a moje życie zacznie się zmieniać na lepsze. Nie oferuje magicznego rytuału, który poprawi moje życie w mgnieniu oka. Proponuje metodę autoterapii, która w jej przypadku (jak twierdzi) się sprawdziła. Zamierzam przeczytać i przećwiczyć na sobie. Zobaczymy co z tego wyniknie...

zdjęcie ze strony: www.beatapawlikowska.com

Nie wiem co ma do podświadomości moje lenistwo w pisaniu notek, ale wydawało mi się to dobrym wstępem ;)

Październik już się na dobre rozpoczął... nie narzekam, bo ładny i wciąż ten jesienny zapach powietrza czuć. Kocham tą porę roku. Tylko mogłabym nie chorować, bo chciałam pojechać do cioci i wujka.

Nic to. Trzeba się kopnąć w dupę i odzyskać chęci do pisania, życia, działania...etc.

Na dzisiaj to wszystko.
Trzymajta się!

I.

PS Kto tęskni lub ma jakieś inne "romanse" może pisać e-maile na: imagowska@gmail.com

środa, 25 września 2013

[nielalkowy] Zamach na Pocztę (nieudany na szczęście!)

Zanim zadzwonicie na 112, żeby mnie zadenuncjować, już tłumaczę o co chodzi...
Oto narzędzie zbrodni:
(zdjęcie dzięki uprzejmości kochanego Gałagutka ♥)
Cóż to jest takiego do Facebooka Świętego?! - zakrzyknęły jednym głosem dzieci XXI wieku
Drogie dzieci jest to pieczęć lakowa. Pieczęci takie kiedyś umieszczano na listach w celu zapobieżenia przeczytaniu przez niepowołane osoby. Dziś taką pieczęć umieszcza się, żeby dodać do listu nieco magii (innymi słowy dżast for fan). Postanowiłam takiej magii dodać listowi do Gałagutka. I o mały włos a wrąbałabym się w aferę jakich mało! Istną Imago Gate!
Pieczęć dotarła pokruszona nieco (jak widać na obrazku) i to jest właśnie sedno sprawy. Otóż jak może wiecie lub nie wiecie, dziś listy sortują maszyny. One zapewne są przyczyną pokruszenia pieczęci i im zaszkodzić owa pieczęć mogła. Nie pomyślałam bowiem o tym, że gdyby taka pieczęć odpadła i wpadła w jakieś tam skomplikowane trybiki, to mogłaby spsuć machinarium. I wtedy by dopiero było! Nie wypłaciłabym się do końca życia! Na szczęście nic mi o żadnej zepsutej sortowni nie wiadomo, a list przeszedł przez co najmniej dwie wojewódzkie i jak widać główna część pieczęci ocalała, mimo to radzę jednak lakować listy i tak wkładać do koperty, a kopertę pozostawić bez laku, tym bardziej, że nawet sama Poczta Polska wydała dwie sprzeczne opinie na temat tego czy wolno umieścić na kopercie pieczęć lakową. Pan z oficjalnego fanpejdża Poczty na Facebooku twierdził, że owszem można umieścić pieczęć lakową na kopercie, ale nie na stronie adresowej (dodam, że odpowiedź dostałam w ciągu godziny około), a Pani z e-mailowej obsługi klienta z odpowiedzią się nie spieszyła (odpisała po tygodniu) i na dodatek twierdzi, że pieczęć lakowa nie identyfikuje nadawcy, więc nie można jej umieszczać, bo listy sortują maszyny i w związku z tym przesyłka mogłaby ulec uszkodzeniu. Pani chyba nie zrozumiała pytania i z tego wynika, że Pan raczej miał rację, bo gdyby umieszczanie pieczęci było zabronione, list by do adresata nie dotarł. xD
Polecam pisanie tradycyjnych listów i lakowanie ich. To naprawdę magia. I niech to będzie nowa moda, bo to dobra moda jest. Nie pozwólmy skrzynkom pocztowym głodować! Rachunki są niestrawne!
***
Poza tym odkryłam aplikację PicSay do głupich-głupot (doskonale zdaję sobie sprawę, że Amerigo Vespucci pierwszy odkrył Amerykę - i sprzedał mapy Krzysztofowi Kolumbowi, ale do tej pory obywałam się bez tej aplikacji i teraz nie wiem jak ja to robiłam^^).
Najpierw spsułam kotecka:
kotecek jak widać zadawał sobie pytanie "dlacego?" - próżno jednak oczekuje odpowiedzi na to pytanie, bo nie mam bladego pojęcia xD wyszedł więc pseudoplakacik przeciwko spsuwaniu kotecków ;)
*
Potem doszłam do wniosku, że skoro kupiłam ja sobie dziś kalendarz na 2014, to:
Jak widać akta Nowego Roku już są, ale całkowicie utajnione, więc nie mamy bladego pojęcia co nas czeka w przyszłym roku. xD
*
A na koniec wyszedł plakacik "uwolnij świeczkę" przeciwko zamykaniu świeczek w klatkach^^:
No i co to do jasnej ciasnej ma być? Proszę wypuścić tego biedaka! - życzy/krzyczy sobie Pan Premier Świeczkosław Świeczkosławski.
***
I tak to drodzy państwo sobie egzystuję we własnym urojonym świecie głupich-głupot. xD
W dzisiejszym odcinku to już wszystko.
HOWGH!
I.

niedziela, 22 września 2013

Księżniczka Czarownica

Czasem przychodzą mi do głowy różne myśli. Naprawdę różne. Bywa, że dziwne nawet. Najczęściej po obejrzeniu jakiegoś filmu czy przeczytaniu książki. Lub obu dziedzin naraz. Tak jak w tym przypadku. Mieszanka „Bibi Blocksberg”, „Totalnej Magii” oraz „Mistrza i Małgorzaty” z „Pamiętnikiem Księżniczki” dała następujące efekty...
Zawsze chciałam być czarownicą. Taką jak Sabrina, co to Abra Kadabra Hokus Pokus i wredną dziewuchę ze szkoły zmienia w Ananas (co prawda na początku wszystko zmieniała w Ananasy – rozbroiła mnie ciotka Hilda biorąc do ręki tasak i zamierzając się na przemienioną w Ananas spytała niewinnie „kostka czy plasterki?”xD). Chciałam latać na miotle, czarować... teraz wiem, że czarownicą zostać mogę, ale latać to sobie mogę samolotem albo na paralotni co najwyżej, a czarować to oczami, bo nie da się wyczarować czegoś z niczego (akcja wywołuje reakcję, kierowanie energii i takie tam – kto ciekawy, to sobie poczyta w Google albo w Bibliotece coś znajdzie). Co mi tam – biorę co dali. xD
No dobrze, to skoro jedna sprawa załatwiona pozostała ta druga. Chciałam zostać księżniczką. Ale bez odpowiedniego pochodzenia, to sobie pomarzyć można... Chyba, że... Mój pokój stanie się księstwem, ja księżniczką, a lalki moim ludem. Proste jak budowa cepa nie? ;)
Dobra, wiem że nieco mnie za bardzo pogięło w tym momencie, więc najlepiej zrobię, jak tytuł przekażę komuś innemu:
Pomiędzy górami, jeziorami, a morzem leży sobie małe pokojowe Księstwo Imagovia. Ustrój – czarokracja, która nie ma nic wspólnego z demokracją, bo jest to raczej państewko totalitarne, którym rządzi taka jedna wredna jędza (w nawiasie – Imago^^).
W tymże księstewku żyła sobie Esmeralda Henrietta Dollte Porte,
która właśnie się dowiedziała, że jest księżniczką i następczynią tronu Imagovii.
Mało tego – dowiedziała się na dokładkę, że jest też czarownicą i może latać na miotle!
ŚWIST! BUMS! ŁUPS! BĘC!
(w domyśle: Esme walnęła Imago w głowę miotłą)
Imago: O jakie ładne gwiazdki...
Esme: Imago... tobie już całkiem odbiło.
Imago: Teraz to odbiła mi się od głowy jedynie twoja miotła...
xD
---
Tak mnie troszeczkę jesiennie, melancholijnie dopadło, że życie to chyba jest bez sensu właściwie... no bo rodzimy się, dorastamy, chodzimy do szkoły, zdobywamy wiedzę, trafiamy do marnie płatnej roboty i harujemy jak woły na marną emeryturę, a potem "pssst iskierka zgasła" - umieramy. Gdzie tu sens? Gdzie logika? Myślałam i myślałam i wymyśliłam, że życie ma taki sens jaki my sami mu nadamy. O.
I z tymże optymistycznym akcentem zakończę tą paplaninę.
Do zobaczyska!
Imago

PS Piszę dalej tą głupią mgr i co chwila wypadam z rytmu - napisać coś nie mogę... jakbym wenę i talent straciła. No to wymyślam głupoty byle tylko poczuć się lepiej na duchu, że jednak pisać potrafię...

Napisy końcowe:
Za ubrania dziękujemy Domowi Mody Gałagutka