Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filemon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filemon. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 lipca 2019

Eksplenejszynz

W marcu nagle zmarł Filemon. Nie zdążyliśmy dojechać do weterynarza. Nie miałam ochoty pisać bloga po tym zdarzeniu. Nawet pisanie licencjatu przyszło mi z trudem. Ale udało się. Jestem licencjuszką. Podwójną, bo przecież już miałam wcześniej jeden licencjat. ;)
Rzucałam nawet biretem i dostałam książkę i kwiatka w nagrodę. Do tego dwa dyplomy gratulacyjne, z których jeden ma błąd ;) Napisane jest na nim Dziennikarstws zamiast Dziennikarstwa ;)
Takiego cudownego Ducha Gór Karkonosza zrobiła dla mnie Gałagutek czyli Agatka moja kochana ♥
Rozkosze dla każdego jakie sobie wybierze ;) mnie tam prasowanie nie rajcuje ;) męczysz się i męczysz a i tak się pomnie ;)
Ciocią mi się wzięło i zostało ;) na szczęście na odległość, więc omija mnie zmienianie pieluch ;P
Licencjat wielokrotnie świętowany ;) żarciem i piciem ;)
Alkohol - pity przeze mnie tak rzadko, że uznać można to wydarzenie za święto ;)
Nie wiem czy wy też, ale ja tu widzę Latającego Potwora Spaghetti ;)
Lemoniada na napój godny świętowania wybrana została dwa razy :D
Oto i sekret zdradzam jak odnaleźć swój biret wśród kilkudziesięciu innych po rzuceniu go w górę ;) Rzucasz i szybko podnosisz słuchając odgłosów innych absolwentów "Ej a gdzie mój? Ktoś mi zabrał..." :D
Takiego kwiatka dostałam - ładny nawet :)
I kolejny raz świętowałam licencjat w doborowym towarzystwie :)
Z widokiem na budynek ratusza :)
I spacerem w piękne, ciche miejsce :)
Noł szit Szerlok ;) serio pracują? Nawet w niedzielę niehandlową? ;)
Talerz na ścianie. Wszyscy wiedzą, że tam jest miejsce talerzy przecież ;)
A co to za świętowanie bez żarcia? ;)
Teatry Uliczne.
Przyciągają tłumy co roku od 37 lat :)
Zupełnie zasłużenie zresztą
Szczudlarze z Ukrainy. Opad szczęki - potrafili skakać przez skakankę na tych szczudłach, a ja nawet na wrotkach nie potrafię jeździć prosto. ;)
Za każdym razem bawi mnie ten rysunek na rolce najważniejszego papieru w życiu każdego człowieka ;) owszem Filemon z Malutką kiedyś załatwiły rolkę w ramach zabawy ;)
Taka już duża ta nasza Malutka :)
Laska z blokowiska ;)
Tam na czapce podobno napisane jest "Star Wars" po japońsku ;) ale nie znam japońskiego, to nie wiem ;)
A jak kto do końca dotrwał to...
Ma w nagrodę Uśmiech Eryczka (bo bombelków na stanie brak ^^)
P.S. Postaram się pisać częściej i wrócić do formy Tygodnika Telefonicznego :) Przepraszam za tak długą nieobecność

piątek, 3 marca 2017

Ja jeszcze żyję!

Jakoś przetrwałam pierwszy semestr. W sumie to nawet nieźle przetrwałam. A teraz zaczął się kolejny. No... z dwa tygodnie temu się zaczął. Zajęć przybyło, ale brakowało mi pisania tutaj, więc jestem. Tym bardziej, że na zajęcia z warsztatu zawodowego musiałam sobie założyć bloga. Będę na nim pisać, na tematy zadane, więc żeby znaleźć ujście związanej z narzucaniem wszystkiego frustracji pewnie będę skrobać tu sobie też raz na jakiś czas. Ale dość już smętolenia. Czas na moje fantastyczne zdjęcia.
Ryzyk fizyk - żarcie w bufecie nawet nie jest złe. Zakiepanka jest jak za lat 90tych. Dobra. Ostatnio zaryzykowałam "nagetsy" z frytasami i surówką. Też dobre.
Fabrikę zrujnowali. 😉 W sumie to i tak była ruiną. Jak znam życie, to pewnie jakiś markiet powstanie.
 No kto mi zabroni zabierać misia do studia radiowego? No kto? Się misiu podobało!
 Kotu łazić po uczelni też nikt nie zabroni. Nawet po sali w czasie zajęć.
Czasami na korytarzach bywa pustawo.
Filimelon chyba ma się nieźle - sprawdzić nie możemy, bo nam się samochód tak jakby trochę popsuł.
Królik odblaśnik 😉
W marcu jak w garncu - czasem słońce, czasem deszcz (śnieg z deszczem).
Najzabawniejsze było jak w czasie zajęć przypadłyśmy z koleżanką do okna w celach uwiecznienia nagłej zmiany pogody, a pani wykładowca (wykładnica?😆) później sama też zrobiła fotę. Muahahaha.
Przetestowaliśmy z królikiem kolejną kebabodajnię - dobra miejscówka.
A co mnie wkurza? Manipulacja. I ujawnię teraz tylko tyle. 😉
Trzymajcie się!
Ja tu jeszcze wrócę!

sobota, 10 grudnia 2016

Zmęczenie materiału

Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Po prostu przerosły mnie zajęcia na uczelni i poza nimi nie mam siły na Tygodnik. Wracam więc na jakiś czas do pisania "raz na ruski rok". Zobaczymy czy uda mi się odzyskać "fun". Nie narzekam na studia. Są fajne i dają mi satysfakcję. Ale powrót po tylu latach "bumelanctwa" do systemu "notuj, wkuwaj i przygotowuj prezentacje" jest trochę ciężki. Na szczęście jakoś mi to wychodzi. Dobrze być urodzonym kujonem, który nie umie "olać" i woli zawalić noc, żeby się przygotować. Chociaż potem odsypiałam tą noc ze dwa dni. :D
No ale nie olałam robienia zdjęć tak totalnie. Mam coś niecoś dla was.
Zapraszam na post z cyklu "Przegląd Lodówki":
Już w dzieciństwie marzyłam o wrotkach. Wtedy nie było to możliwe, bo mieliśmy z bratem rolki na spółkę. Po latach rodzice spełnili moje marzenie. Mamo, Tato kocham was!
I kocham Filemona. Na froncie jego zdrowia żadnych zmian. Dostaje tabletkę i zachowuje się jak zdrowy, chociaż obraz usg pokazał, że niestety wątroba zdrowa nie jest. Ma jednak szansę się zregenerować, więc walczymy.
Pocztówkę dostaliśmy. Uwielbiam pocztówki.
Jak jeżdżę na wf to tak jest ciemno i straszno. Nie lubię.
Moje wrotki nie tylko mnie sprawiają radochę. Gienek i Heniek też mają fun. ;)
Polly lubi oglądać ze mną telewizję. I marudzić, że chce krakersa. ;)
A ja jeżdżę na wrotkach po domu. Bo niby kto mi zabroni? :D
Zadomowiłam się w Radiu NaGłos. Chociaż przez moment chciałam się ze strachu wycofać. Na szczęście wykładowca mi nie pozwolił. Szykuje się moja pierwsza audycja. Nie wiem jak sobie poradzę z mówieniem "na żywo", ale w końcu czego człowiek nie robi żeby sobie życie utrudnić. ;)
W Mikołajki spadł śnieg.
Wielu ludzi zaczęło narzekać. :D
Ja w sumie bałam się tylko, żeby się nie poślizgnąć z aparatem w ręce. Lubię jak pada śnieg. I szybko topnieje. Haha.
Odwiedziny mieliśmy. :) Gość wypoczął (w sumie nie wiemy czy zjadł, ale mamy nadzieję, że tak) i sobie odfrunął.
Niebo mnie zachwyca nieustannie.
Dostaliśmy świąteczną pocztówkę. Muszę i ja zacząć swoje wysyłać.
Zmęczona torebka pańci "urzędaski" liczącej i zapisującej ilu ludzi wsiada i wysiada nie pozwoliła jej ustąpić miejsca starszym zmęczonym ludziom w zatłoczonym autobusie. Torebunia pańci wszak ma większe prawa niż zwykły obywatel... Żenada.
Pozdrowienia od Kartofla, który dalej sobie odpoczywa. ;)
Medale z piernika dla wszystkich!
Bajo!